środa, 21 października 2009

Juyoh

Juyoh to nasza miejscówka w Tokyo. Genielany hostel, w którym zatrzymuję się za każdym razem kiedy jestem w tym mieście i każdemu polecam. Mógłbym na ten temat tego miejsca wiele napisać, chociaż w tej chwili to o nie miejsce już chodzi ale o ludzi. Zatrzymuję się tu ze względu na serdecznych znajomych z obsługi oraz właścicieli. I mam wrażenie że chłopaki z tego samego względu już chcą tam wracać.


OK. To może teraz kilka scenek rodzajowych z Juyoh w tle. Na pierwszym zdjęciu jeden z bohaterów prezentuje w łaźni yukatę, czyli rodzaj lekkiego kimona używanego głownie jako piżama. Łaźnia, czyli 'onsen' znajduje się na ostatnim piętrze hotelu i procedura jej używania jest następująca: najpierw wyskakujemy z yukaty, później dokładny prysznic, japończycy często używają przy tym stołeczków, a na koniec wchodzi się do wspólnej wanny z bardzo gorącą wodą (42 stopnie) i tutaj zażywa relaksu, rozmowy, tudzież kontemplacji widoku zza przeszklonej ściany obok. U nas wychodziła ona na miniaturowy ogród na dachu i rozciągającą się dalej w bezkres panoramę Tokyo. Ech, taka łaźnia po całym dniu zwiedzania lub przed długim lotem... po prostu bezcenne. Mam wrażenie że Łukaszowi ten koncept spodobał się jak na razie bardziej niż cokolwiek innego w tym kraju (*)





Kolejne zdjęcia to trzy grożne yukaty w hotelowym pokoju na trzy maty. Przestrzeń w sumie chyba niewiela większa niż w szafie wnękowej.







(*) poza dziewczynami oczywista

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz