W Tokyo wybiła właśnie 2.10.
Właśnie wróciliśmy z Shinjuku z nocnej balangi. Najpierw Phil (Amerykanin pochodzenia azjatyckiego, który uciekł ze Stanów do Japonii) zaprowadził nas restauracji ukrytej na drugim piętrze budynku.
Lokal składał się z 4 małych sal, w których ludzie siedzieli przy "barze" za którym kucharz przyrządzał na bieżąco różne japońskie specjały np. smażone krewetki, kasztany, grzyby. Nasza sześcioosobowa kompania wzbudziła spore zainteresowanie Japończyków siedzących w sali. Cały czas przypatrywali się czterem gajdzinom i chichotali dyskretnie widząc próbę wykonania toastu "na zdrowieeeee!!!!!!" przez czterech Polaków, jednego Japończyka i jednego Amerykanina przy barze długim na 5 metrów.
Aha, odległość od krzesła stojącego przy barze do ściany sali wynosiła jakieś 50 cm, więc część z nas prawie leżała na miseczkach z potrawami.
Po napełnieniu żołądków, nadeszła pora na konkretną zabawę w niedzielny wieczór.
Łukasz (zwany inaczej Lukasem), który mieszka w Tokyo ponad pół roku zabrał nas do pubu w piwnicach jednego z wysokich budynków na Shinjuku.
Ciasny lokal wypełniony w 40% obcokrajowcami pijącymi piwo i oglądającymi mecze Premier League. Pozostałe 60% to Japończycy ciekawi obcokrajowców.
Pisać, by można wiele, ale krótko: whiskey, cygara, dziewczyny i jeszcze raz dziewczyny.
Wracamy do hotelu ostatnim metrem rozmawiając z Tatsuyą na temat japońskiego modelu życia.
Jadąc meterem robię notatki w myślach. Po powrocie do kraju zacząć uczyć się japońskiego i wrócić tu znaleźć sobie żonę, bo japonki są niesamowite.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ej, i tak Wam nie wierzę w te "dziewczyny i jeszcze raz dziewczyny" ;) proszę przejść do czynów i udokumentować zdjęciem!
OdpowiedzUsuńhje hje, za dobrze nas znasz i nie da Ci się kitu wcisnąć :D
OdpowiedzUsuń